Przekładki tekturowe na plantacji malin

Po ukończeniu kolejnego semestru w mojej szkole przyszedł czas na długie wakacje. Postanowiłam rozejrzeć się za dodatkowym zajęciem. Miałam bardzo dużo wolnego czasu i chciałam go odpowiednio wykorzystać. Moja koleżanka namówiła mnie do podjęcia pracy na plantacji malin w okolicach Warszawy. Na początku nie byłam do tego przekonana.

Przekładki tekturowe w sadownictwie

przekładki tekturowePraca w ziemi zawsze kojarzyła mi się z ciężkim zajęciem. Moja mama także mnie bardzo do tego zniechęcała. Jednak ja zawsze byłam uparta i postanowiłam pozostać przy swoim. Taka już po prostu byłam. Po rozmowie z właścicielem gospodarstwa dowiedziałam się o zakresie swoich przyszłych obowiązków. Miałam mieć przekładki tekturowe, także po zobaczeniu chwastów musiałam je wyrywać. Moim zadaniem także było zgłaszanie obecności kretów lub innych szkodników. W takich sytuacjach wymagana była natychmiastowa reakcja. Moja stawka godzinowa nie była zbyt niska. Jednak praca monotonna. Gdy rozpoczęłam swoją pierwszą sezonową pracę przydzielono mi specjalne pojemniki na maliny. Gdy je zapełniłam mogłam bez żadnych problemów wrócić do domu. To było coś idealnego. Zawsze rano bardzo się sprężałam i potrafiłam wykonać swoją dniówką przez kilka godzin. To była dla mnie zachęta. Na samym początku bardzo bolał mnie kręgosłup. Również często doskwierał mi uporczywy upał. To sprawiało, że z czasem straciłam chęci. Wolałam nawet, gdy padał deszcz. Niestety w połowie sierpnia przyszły wielkie susze. Nasze opakowania kartonowe miały na sobie coraz mniej owoców. Wkrótce musieliśmy opuścić tamto miejsce. Naszym nowym zajęciem było podlewanie roślin. Niestety części z nich nie udało się już uratować. Szef wtedy podziękował na dalszą współpracę.

Było mi go bardzo szkoda, ponieważ widziałam z jaką pasją wszystko wykonywał. Mi także było potem szkoda opuścić malin. Przyzwyczaiłam się do takiego trybu życia.